niedziela, 29 sierpnia 2010

Torba ze stelażem

Niejednokrotnie wracając do domu z wędrówki, chciało się nazbierać grzybów. I zbierałem, do toreb, reklamówek itp. Jednak jak docierałem do domu, to grzybki wyglądały jak wyciągnięte psu za gardła. W tym roku powiedziałem stop zmasakrowanym grzybom. Postanowiłem coś wymyślić aby grzyby dotarły w takim stanie, jak je zebrałem. Jednak koszyka nie będę brał na włóczęgę, więc posiedziałem, podumałem i wymyśliłem że będę zabierał materiałową torbę i w lesie dorobię stelaż do niej. Oto efekty:
Wygiąłem  gałązkę w kształt „U”, aby pasowała do czoła torby. Związałem sznurkiem aby zachowała kształt Wyjąłem i zrobiłem to samo z drugą.

 Dodałem po jednej poprzeczce.


 Wsadziłem z powrotem do torby i odmierzyłem resztę poprzeczek. Wyjąłem, pozwiązywałem, wsadziłem . Pasowało jak ulał i co najważniejsze dało odpowiednią sztywność torbie.    
     

niedziela, 22 sierpnia 2010

Koło domu

Miałem iść na weekend do lasu, jednak nic z tego nie wyszło. No nic to chociaż w niedziele gdzieś pójdę, tak sobie obmyślałem i tak się stało. Wziąłem mą wierną sukę i poszedłem na były poligon, spacerkiem od domu jakieś 25 minut. Nie wiedziałem dokładnie co będę tam robił, mogłem zwyczajnie pochodzić, teren jest na tyle duży, że na upartego zejście go wzdłuż i w szerz zajęłoby mi dobrych kilka godzin. Najpierw kiedy jeszcze było rano, chciałem nazbierać nostrzyka, co by mole w mej szafie nie zamieszkały. Po zbiorach pochodziłem jeszcze trochę i postanowiłem odpocząć.

 Usiadłem pod samotną sosną, koło której były ślady ogniska i mnóstwo potłuczonych butelek, więc poćwiczyłem sobie wykonywanie grotów ze szkła. Jeszcze dużo nauki przede mną, ale coś groto podobnego powoli się wyłania. Jako narzędzia miałem tylko dwa kamienie.


Po zajęciach ze szklarstwa, czas na przechadzkę , doszedłem do zagajnika Wierzbowo-osikowego. Usiadłem odpocząć i coś przegryźć. Zastanowiłem się i stwierdziłem, że już dawno nie bawiłem się łukiem ogniowych, co by nie wyjść z wprawy, trza poćwiczyć.
Po tym przyszedł czas na kolejną przechadzkę, obżeranie się jeżynami, zbieranie wrotycza i powrót do domu.  
Takie tereny są dlatego fajne, że występuje na nich wielkie bogactwo roślin, często rosną wierzby jakieś topole, czyli drewno świetne do nauki łuku ogniowego, czy wytwarzania kubeczków itp. Duża część moich umiejętności pochodzi właśnie z takich jedno dniowych wycieczek, na ten były poligon .Ludzie często niesłusznie myślą, że trzeba wybywać w dzikie ostępy lasów, a to jest nie prawdą. Przygoda często zaczyna się tuż za progiem domu . Poza tym  nasze lasy sadzone od sznurka, są o wiele biedniejsze jeśli chodzi o bogactwo świata roślinnego, trzeba się sporo nachodzić, aby znaleźć tyle roślinek , które rosną na tym poligonie na kilku metrach kwadratowych. Mógłbym wyliczać w nieskończoność umiejętności których można nauczyć się na takich nieużytkach np. budowa szałasów(kupa trawy na pokrycie dachu), rozpalanie ognia różnymi technikami, "uczenie się" roślinek i ich właściwości, nauka tropienia, nauka pozyskiwania wody, wytwarzanie koszyków (np. z jeżyn) , pojemników z kory, tworzenie miseczek, kubeczków, oraz wieeeeelllleee innych.  rzeczy.  



sobota, 21 sierpnia 2010

Pojemniki z kory

Z wielu rodzai kory można zrobić taki pojemnik (wierzbowej , osikowej, jesionowej, itd), ja wykorzystałem korę osiki Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że drzewo po ściągnięciu dużego kawałka kory uschnie, więc starajmy się szanować przyrodę i wyszukiwać materiał tak aby nie robić jej szkody. Czyli pozyskiwać ze świeżych wiatrołomów, albo miejsc gdzie będą wycinane drzewa. Nacinamy na około korę na drzewie i przy pomocy drewnianej szpatułki powoli równomiernie ściągamy . Robimy to w okresie kiedy w drzewie krążą soki. W innym wypadku, ściągniecie płatów kory jest bardzo trudne, lub wręcz nie możliwe.
 Po ściągnięciu rozpościeramy korę na płask.Zaznaczmy środek, tak na długości jak i na szerokości. Wystarczy do tego kawałek sznurka, rozkładamy sznurek na całości kory, składamy na pół i mamy środek. Teraz wydrapujemy od zewnętrznej strony kory elipsę, uważając aby nie zrobić dziury w korze, zadrapanie nie powinno być większe niż połowa jej grubości.
Zaginamy korę, tak aby wydrapana elipsa tworzyła dno. Zszywamy boki na krzyż ( tak jak się sznuruje buty). Ja zrobiłem to łykiem lipowym.
Teraz pozostało nam już tylko dodać obręcz z rozpołowionej gałązki, którą przyszywamy „na okrętkę” bez znaczenia jest czy damy ją od środka, czy od zewnątrz.
Taki pojemnik nie będzie sam stał, ponieważ dno wygnie się do góry. Można zrobić dno w nieco inny sposób mianowicie wydrapujemy zamiast elipsy na środku dwie proste linie i nacinamy je z obu stron na kilka centymetrów.
Składamy pojemnik tak aby nacięte odcinki znajdowały się w środku i zszywamy, tym razem szyłem normalnie a nie na krzyż i też się trzyma.
Ten pojemnik ma prostokątne dno i „sam stoi”.