wtorek, 17 lutego 2009

Ognisko w mokry dzień



Rozpalenie ognia (kiedy jest sucho) to nic trudnego, kiedy jest mokro nie jest dużo trudniejsze. Zaczynamy od rozpałki. Możemy wykorzystać korę brzozową (nawet jak jest mokra pali się świetnie), garść jak pokazano na zdjęciu wystarczy, jednak warto się zabezpieczyć i mieć drugą przygotowaną w razie gdyby za pierwszym razem nie udało się rozpalić ognia. Korę odrywamy tylko z martwych drzew.

Alternatywą kory brzozowej (w miejscu występowania świerków) może być cieniutki i suchy chrust świerkowy, który znajduje się jeszcze na drzewie, można użyć też sosnowych korzeni z wywróconych drzew (są mocno przepojone żywicą, niektóre w środku są pomarańczowe od niej, więc wilgoć nic im nie robi, żywica jest także świetnym materiałem na rozpałkę). Bardzo dobre są pierzaste patyki (po angielsku Feather stick lub fuzz stick), ich świetność objawia się tym, że można je wykonać z każdego rodzaju drewna. Do wykonania pierzastych patyków będziemy potrzebować uschniętych gałązek, które znajdują się jeszcze na pniu (jeżeli jest mokro nie mogą leżeć na ziemi), długości mniej więcej przedramienia, bez sęków, grubości mniej więcej kciuka, oczywiście grubość i długość można dobrać dowolnie ( ja podałem parametry mi odpowiadające). Nieraz na różnych filmikach widać, jak są dzielone duże polana, aby dostać się do suchego środka i dopiero z tego są robione pierzaste patyki. Zdarzało mi się robić z uschniętych gałązek wilgotnych, a wręcz mokrych, na których zwisały krople wody i zawsze odpalały się od zapałek. Na zdjęciu poniżej widać taki patyk. Niektórzy strugają patyk ze wszystkich stron, ja wole pozostawić jedną stronę nieruszoną.

Poniżej pokazane jest jak strugać taki patyk oraz jaki kąt ma być pomiędzy nożem a patykiem (należy zwrócić uwagę, jak jest ułożony nóż w poszczególnych ruchach, raz jest idealnie równoległy względem ziemi a raz przekrzywiony trochę w jedną czy drugą stronę). Zdjęcia robione przed domem gdzie nie miałem odpowiedniego patyka, więc tylko został materiał z rozłupanego pieńka.


Wystarczą takie trzy albo cztery zastrugane patyki na rozpałkę. Mamy już rozpałkę, czas na drobny chrust, najlepiej, aby był z drzew iglastych albo brzozy, chociaż jak nie ma to pali się tym co jest. Dzielę chrust na dwie części, jedna to patyczki od najcieńszych do grubości ołówka, druga od średnicy ołówka do mniej więcej grubości kciuka.

Cienkiego chrustu zbieram tyle, aby po ściśnięci zmieścił się pomiędzy kołem utworzonym z dłoni.


Chrustu nie podnoszę z mokrej ziemi tylko biorę uschnięty, który znajduję się na drzewie, nawet jak jest mokry to tylko z wierzchu, w przeciwieństwie do tego, który leży na ziemi i potrafi być przemoknięty całkowicie. Druga grubsza część jest większa około trzy krotnie od pierwszej. Rozpalanie zaczynam od odgarnięcia śniegu lub ściółki do gołej ziemi i układam rozpałkę bezpośrednio na ziemi, niektórzy budują najpierw platformę z patyków i na to kładą dopiero rozpałkę.

Podpalam i biorę jedną trzecią drobniejszego chrustu i kładę na wierzch

Czekam aż się zapali i dokładam niezbyt zwięźle resztę

Teraz dokładam grubszy chrust na krzyż (jak na zdjęciu) lub w kształcie tipi.

Jak się zapali grubszy chrust, sukcesywnie dokładam coraz grubszy opał, tak aby utworzył ognisko o określonym kształcie. Przy rozpalaniu ogniska ważne jest, aby patyki nie były zbyt zwięźle ułożone, ponieważ możemy zadusić płomień. Kiedy wędrujemy nie można przepuszczać okazji do nazbierania rozpałki czy drobniejszego chrustu szczególnie, jeżeli nie wiemy, czego możemy się spodziewać na miejscu biwaku.Jeżeli próby rozpalenia zawiodą trzeba wziąść pieniek i rozłupać, aby dostać się do suchego środka i tym rozpalać, jednak od kiedy nauczyłem się rozpalać ogień gdy jest mokro, nie zdarzyła się sytuacja abym musiał to robić.