poniedziałek, 19 grudnia 2011

Zagotować wodę w brzozowej korze.

Najwięcej problemu  może przysporzyć zdobycie odpowiedniej kory. Trzeba ściągnąć całkiem spory płat aby zrobić przyzwoitej pojemności naczynie. W naszej ukochanej Polsce występują różne gatunki brzozy , jednak nie ten z którego można z łatwością sciagać arkusze wielkości rozłożonej mapy. O ściąganiu kory wspomniałem tu: http://puszczanstwo.blogspot.com/2010/08/pojemniki-z-kory.html
 Korę brzozową można też ściągać wtedy kiedy drzewo jest martwe. Polana wrzątkiem trochę lżej schodzi. Poniżej rycina z książki " Bushcraft " Morsa Kochańskiego
Zauważyłem , że niektóre drzewa mają bardzo cienką korę, którą źle się ściąga, lub jest to wręcz niemożliwe. Z innych schodzi bez problemowo i kora jest gruba. Nie wiem czym jest to spowodowane , może gatunkiem brzozy. Chociaż z drugiej strony ostatnio będąc w lesie , gdzie wichura powaliła mnóstwo brzóz, ściągałem z dwóch drzew, które przed powaleniem rosły kilka metrów od siebie.Były w tym samym wieku  oraz na oko wyglądały na ten sam gatunek ( ale ręki uciąć sobie za to nie dam). Z jednej z nich kora schodziła pięknie, z drugiej nie mogłem ściągnąć.
Mamy już korę teraz czas na wykonanie pojemnika.
Składamy ją po przekątnej i podgrzewamy, kiedy  jest ciepła (a wręcz gorąca)  robi się bardziej miękka, tym samym  mniej podatna na pękanie. Składamy dlatego iż po podgrzaniu ma tendencje do zwijania się , kiedy złożymy tak jak na zdjęciu poniżej , ten problem nie występuje. Wykonywałem naczynia nie podgrzewając kory , ale zdarzyło się , że raz mi kora pękła.
Zaginamy róg do tyłu tak jak pokazuje zdjęcia poniżej


Po zagięciu przymocowujemy kawałkiem rozszczepionego kołeczka, trzyma on na takiej samej zasadzie, jak klamerka którą mocujemy pranie do sznurka. Najlepiej aby kołeczek miał odrosty w postaci gałązek, wtedy nie musimy być długi, ponieważ sęczki zapobiegną nadmiernemu rozszczepieniu oraz będą powodowały mocne trzymanie.  Można go po nałożeniu dodatkowo związać. 




Nasz pojemnik gotowy, więc czas na gotowanie. Wypróbowałem dwa sposoby. Pierwszy to położenie bezpośrednio na żar

Jednak ta metoda mnie nie zachwyciła. kora jak widać powyżej stała się miękka i zaczęła schodzić się do środka. Tym samym woda wyciekała. Do tego ta część kory która była powyżej lustra wody opalała się i woda trochę wyciekała,moim zdaniem to strata czasu, ponieważ trzeba mieć sporo praktyki aby wykorzystywać ten sposób efektywnie, nie wspominając o pilnowaniu i podsypywaniu żaru pod spód
Drugą możliwością jest podwieszenie nad ogniem
Ten sposób dał mi  zadowalające efekty, jak widać na zdjęciu jest rozpórka na wcisk, aby kora nie schodziła się do środka. Miałem kołeczki które naprawdę mocno trzymały, właśnie dzięki sękom( dzięki Staszku) i mogłem do nich bezpośrednio przymocować pętle, co znacznie uprościło podwieszanie. Inaczej musiałbym robić dziurki w korze i przez nie przewlec korzeń  sosnowy, który służył mi za "pałąk". Osobiście wolę naczynia z wysokimi ściankami. Dobrze przy podwieszaniu zastosować wieszak który ma regulowaną wysokość, znacznie ułatwi to sprawę ,lub trzymać na kijku jak kiełbaskę , dlatego , że część ścianki która znajduje się powyżej lustra wody przypala się jeśli płomienie jej dosięgają. Woda po zagotowaniu ma drewniany smak;)
 Bawiąc się w takie rzeczy, inaczej spojrzymy na metalowe garnki. Teraz nie dziwi mnie, dlaczego ludzie dawniej otaczali takim szacunkiem i troską swoje miedziane kociołki,  nie zdajemy sobie sprawy jak wielką dobrocią są metalowe naczynia.

8 komentarzy:

Staszek pisze...

Kolejny bardzo przydatny opis. Cieszę się Marcinie, że mogłem Ci w czymś pomóc. Napisz proszę, czy tą korę rozgrzewałeś z obu stron, czy tylko od wewnątrz ?
Staszek

PS. Ja zawijam rogi do wewnątrz, ponieważ jak zauważyłeś, wszystko co nie ma kontaktu z wodą lubi się przypalać.

Dąb pisze...

Rozgrzewasz od zewnątrz ( od białej strony), kiedy odpowiednio się nagrzeje poczujesz, że kora jest znacznie bardziej plastyczna niż na początku. Z rogami u mnie jest dziwna sprawa ale jeszcze mi się nie opaliły , mimo tego, że jeden z pojemników u dołu miał zwęgloną końcówkę kołeczka. Dzięki podwieszaniu właśnie mogę tak regulować temperaturę, że od góry nic mi się nie zwęgli.

Staszek pisze...

Dzięki!

I czekam na następne opisy. :-)

Anonimowy pisze...

ja też czekam! ;)

MasterM16 pisze...

Powiedzcie mi gdzie szukać takiej ładniej kory?
Tyle lasów przeszedłem i nic. :(

Narcyza Żmichowska pisze...

trzeba być nieco brutalnym i zedrzeć z drzewa. Jak potrzeba to i z żywego

Piter pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Piter pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.