czwartek, 24 kwietnia 2008

No to zaczynamy pierwszy wpis

Gadżeciarestwo

Obserwując ostatnio różne fora czytam porady typu bez polara za parę stów nie ma co wychodzić z domu, czy oddychającej bielizny a już nóż musi kosztować parę stów, buty koniecznie z goretexem inaczej nie przeżyjemy w lesie. Co raz więcej miejsca zajmują takie rozmowy, coraz mniej poświęca się technikom, czy pięknie przyrody. Dziwne, jeżeli nie można przeżyć bez tych gadżetów, to jak to robili ludzie pierwotni, ktoś powie, że to byli ludzie, którzy od urodzenia żyli w takich warunkach, a my jesteśmy tylko mieszczuchami, którzy na chwilę wyskakują na łono natury i nam te wszystkie hiper mega gadżeciki są potrzebne, ja odpowiem podając przykład Jacka Pałkiewicza, który do tej pory ubiera się w wełnę i bawełnę. Najgorzej mają początkujący, którzy naczytają się takich bzdur i później myślą skąd tu wziąć parę tysięcy żeby rozpocząć jakąś aktywność.Ja sam noszę bez względu na porę roku bawełniane majtki i koszulkę, koszulę wełnianą lub flanelową, polar z bazaru lub wełniany sweter, buty francuskie opinacze z licowej skóry bez żadnej wyściółki czy membrany od deszczu chromi mnie kurteczka ze sklepu ogrodniczego, zwykłe skarpety z mieszanki wełny z włóknami sztucznymi. Oczywiście są rzeczy, na których nie ma co oszczędzać np. plecak tego na pewno nie ma, co kupować w supermarkecie czy na bazarze, drugą rzeczą jest śpiwór( chociaż na lato wystarczy zwykły z marketu), oraz namiot, jeżeli go ktoś używa. Więc Zajmijcie się pięknem przyrody a nie kolekcjonowaniem kolejnych gadżetów.

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Wszystko zależy od tego czym owi forumowicze się zajmują.

Jednych interesuje odpoczynek w lesie. Wjeżdżają wtedy terenowymi samochodami, rozpalają ognisko benzyną, mają turystyczną toaletę i pompowany materac w namiocie w którym można stać.

Innych interesuje turystyka piesza. Chcą pochodzić, nacieszyć się naturą, ale przede wszystkim nie chcą mieć pęcherzy, nie chcą się spocić - potrzebują wygody i miejskiego komfortu.

Jeszcze innych fascynuje survival. Atakują wszystko co się rusza z łuku, procy lub ościenia, który sami wykonali. Wycinają ćwierć hektara młodych drzewek pod szałas ... i uczą się sztuki przetrwania w warunkach które oni wybierają, a nie tych które dyktuje im natura.

A wszystkie te trzy grupy nie rozstają się z aparatami - niezbędnym gadżetem podróżnika bajarza.

Większość ludzi na tych forach tematycznych mniej czasu spędza na łonie natury, a więcej na opowieściach, fantazjach czy poszukiwaniach nowego niezbędnego ekwipunku.

I jeśli sądzisz że są rzeczy na których nie można oszczędzać to myślisz tak samo jak ludzie których potępiasz (tylko na mniejszą skalę, bo mniej tych rzeczy wymieniasz).
Zapewne był czas kiedy nie posiadałeś tego drogiego plecaka, i też dawałeś radę, może nawet sprawiało Ci to większą przyjemność...

Bądź ostrożny, bo kiedyś możesz myśleć jak oni.

Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Lubię Twoją stronę Dąb.
I uznaję siebie za gadżeciarza jednocześnie.
Ale szacunek dla przyrody i zamiłowanie dla gadżetów wcale się nie wyklucza. Podejrzewam że dogadalibyśmy się niezależnie od tego jakie kurtki nosimy.
Twój stosunek do przyrody wcale nie jest definiowany przez to, jakie masz podejście do sprzętu. Ale przez Twoje zachowanie w lesie.

Pozdrawiam, rozwijaj stronę, a przede wszystkim pasję.

T.D.

Dąb pisze...

Do pierwszego anonimowego: Cieszyłem się tak samo, kiedy nie miałem dobrego plecaka, do czasu, kiedy mój campus zaczął się rozsypywać w górach, tylko dzięki modlitwom i sporym zapasie dratwy jakoś dotrwał do końca wyjazdu. Oczywiście, że można na wszystkim oszczędzać, ale z rozsądkiem, dlatego teraz mam plecak z oryginalnej cordury, za który dałem tylko 220zł, był leciutko używany. Do T.D Uderz w stół...;), Jedni zbierają znaczki inni gadżety, ot takie hobby, jednak ani te znaczki ani gadżety nie są tak naprawdę potrzebne, a dogadamy się na pewno, jeżeli tylko tematem rozmowy nie będzie mini łom do otwierania puszek z farbą, ściągnięty prosto ze stanów;) a tak na poważnie wiem, że jedno nie wyklucza drugiego, jednak jedno nie jest wcale potrzebne drugiemu.

PJ pisze...

W dzisiejszym społeczeństwie osaczonym gadżetami ciężko jest przeforsować wśród ludzi wyprawę ze sprzętem na zasadzie "nóż i ... już". Takich pasjonatów jest coraz mniej. Większość młodzieży nie zdaje sobie sprawy, że bez tych wszystkich gadżetów też można funkcjonować. Są zafascynowani ASG, Paintballem, a survival traktują jako sztukę przetrwania ale tylko przy pomocy specjalistycznego wyposażenia. Ciężko wykrzesać z nich tę iskrę improwizacji. Raczej trafia się na krąg niemożności. Trudno wymagać, żeby w czasach kiedy wszystko stało się tak łatwo dostępne, sprowadzić ich do pierwotnej walki o przetrwanie. Mało kto potrafi sobie powiedzieć w pewnym momencie bez przygotowania: "zostawiam to wszystko i próbuję dać sobie radę bez niczego, tu i teraz". Każdy, ja też, w pewnym momencie idzie na skróty. Zabieram nóż choć i bez niego bym sobie poradził - przecież kamieni do zrobienia ostrza jest u nas pod dostatkiem - a jednak tylko raz spróbowałem, wyszło i ... teraz biorę nóż. Mam żelazne krzesiwo od kowala, ale zabieram magnezjowe, a tamto od czasu do czasu , żeby pokazać ,że tak też można. Ale trzeba ludziom, szczególnie tym młodym pokazywać,że można żyć z przyrodą jak najbliżej, jako pewną alternatywę. Bo ta umiejętność ginie. Nie jest ceniona w środowisku, traktowana jest raczej jak kuriozum. A zresztą i tak dobrze jeśli kiedyś zdecydują się na jakikolwiek sposób uprawiania turystyki :-) Zauważyłem, że ludzi zaczynających od wędrówek z ful wypas sprzętem po pewnym czasie zmniejszając ten zbyteczny balast można wprowadzić w inny świat. I wtedy widać, jak ci gadżeciarze są dumni z jedzenia podpłomyków i zupy z lebiody zrobionych na ognisku, albo z przespania się zimą w lesie pod gołym niebem. Trzeba im to tylko pokazać, nauczyć. Często po prostu nie zdają sobie sprawy, że tak też można. Ale puszczaństwo to "zabawa" dla pasjonatów, wiecznych włóczęgów, z tego się nigdy nie wyrasta. Tę tęsknotę za lasem ma się w sobie i ta iskra, kiedy na nią trafią w jednych się rozpala i płonie, a w innych zaraz gaśnie. Kiedy nastąpi przesycenie tym całym sprzętem ludzie powoli zaczną wracać do pierwotnego obcowania z przyrodą. Spotykałem takich sporo i na Ukrainie i w Am.Pd. Tylko wtedy to już jest komercja - przyroda za pieniądze.

Anonimowy pisze...

Nie wiem czy ten komentarz ktoś przeczyta, bo odległość czasowa od poprzednich jest dosyć znaczna... ale mimo wszystko wrzucę swoje trzy gorsze. Przede wszystkim przydatność wszystkich gadżetów zostaje szybko weryfikowana w praktyce. Sam nie raz sie przekonałem, że bez sensu było dźwigać to i owo. Przy kolejnej okazji same nasuwają się lepsze i tańsze rozwiązania. Ludzie kupują gadżety nie dlatego, że czują, że będą im niezbędne, ale dlatego że tęsknią za okolicznościami w których by się one przydały. Nie dlatego kupują "surwiwalowy" wielki kozik, żeby kroić nim chleb albo rozsmarować konserwę, ale dlatego że chcieli by przeżyć wielką przygodę, w której bez takiego noża ani rusz. I to jest właśnie trafiony marketing. Z tego samego powodu za każdym razem kiedy mam ochotę kupić współczesne krzesiwo zatrzymuję się i próbuję sobie przypomnieć czy przez te wszystkie lata wyjazdów "na łono" miałem chciaż jeden przypadek w którym zabezpieczone przed wodą zapałki za kilkadziesiąt groszy by nie wystarczyły. No i do tej pory nie kupiłem krzesiwa...

Anonimowy pisze...

Obciachowo wyglądam według innych z moim 20-letnim plecakiem w ciuchach PANOPLY ale to nie problem gdy moje kompleksy nie są dla mnie problemem. Za to mam w miarę dobry namiot, aparat i dusze podróżnika. Nie stać mnie na wynalazki z membranom i takie tam..... jak kolega napisał używam zapałek za 20gr bardzo taniego wynalazku do rozpalenia ognia w mokre dni. Pozdrawiam poprawny Patriota

Anonimowy pisze...

survival - magiczne słowo. Samo w sobie kojarzy się z mega wypasionymi nożami, zestawem śpiworów na różne pory roku, nieprzemakalną kurtką którą trzeba prać w specjalnym płynie i później koniecznie w wosku, z butami trekkingowymi koniecznie za nie mniej niż 600 zł itd. Drugim skojarzeniem jest las i pomysł żeby rozpalić ognisko i przeżyć przez jeden, dwa lub trzy dni.

A tak naprawdę to nabywanie umiejętności nawet po pracy w zaciszu własnego domu.
Chcesz zrobić łuk? Zrób mając do dyspozycji swój warsztat, chociażby taki w piwnicy w bloku.
Chcesz się nauczyć oprawiać zwierzaki? Jedź na targ w sobotę, kup zwykłą kurę, oskub ją i wypatrosz.
Chcesz się nauczyć rozpoznawać rośliny jadalne i robić z nich jedzenie? Też zrób to w domu. Bo jeśli z pewnymi rzeczami nie uporasz się w warunkach cywilizowanych, to w terenie na pewno łatwiej nie będzie. Zrobienie pewnych rzeczy w domu i tak poszerzy wiedzę i rozwinie wyobraźnię. Natomiast do lasu idź podziwiać przyrodę zamiast łapać żaby na kolację i wycinać jak debil pół hektara lasu na szałas.